Za nami nieświąteczno-świąteczny weekend. Jak na weekend przystało zaczęło się od piątkowego popołudnia.
31 października to Halloween. Co by nie pisać i jakby nie unikać tematu, dziecko i tak o nim usłyszy. Mamy przedszkola, szkoły, sklepy, reklamy, a tam ten temat nie jest omijany. No więc nie możemy go także pomijać w domu. Taki temat tabu to chyba jeszcze gorzej niż halloweenowe przebieranki. Wychodząc z takiego założenia już w zeszłym roku postanowiliśmy o tym z Córcią porozmawiać. Opowiedziałam jej, że jest taki dzień, w którym dzieci przebierają się za różne stwory i chodzą po domach, żeby ludzie dawali im cukierki. Poszłyśmy razem do sklepu kupić słodkości. W domu przesypałyśmy je do koszyczka i Paula bardzo się cieszyła i czekała na te dzieci. Powiedziałam, że Ją także możemy przebrać. Z czarnej koszulki Męża zrobiłam jej sukienkę i wymalowałam twarz. Paula odmówiła chodzenia w takim stroju, bo jest brzydkiego koloru i kazała sobie zmyć malunki z twarzy, bo nie są kwiatkami :-) Cukierki wręczyła tylko przy pierwszej wizycie dzieci. Potwory w ogóle jej się nie spodobały i nie miała ochoty ich więcej oglądać. Bardzo mnie to ucieszyło. Nigdy do szczęścia nie było mi potrzebne Halloween. Brak entuzjazmu ze strony Córki do tego dnia w ogóle mnie nie zmartwił.
W tym roku było zupełnie inaczej. Paula już od poniedziałku chodziła i dopytywała się kiedy będzie Halloween. Wymyślała za co się przebierze i co będzie malowała, aby udekorować dom na ten dzień. Postanowiła namalować pająka, Gargamela, potwora i ..osę. Tak, osę. Tego dnia według mojej Córki miało być pełno strasznych rzeczy, a dla Niej osa jest straszna, bo ma żądło i może kogoś ukłuć :-) I nie były jej potrzebne żadne duchy, kościotrupy czy inne wampiry. Ona chciała tego dnia przebrać się za czarownicę i robić psikusy. Dla Niej Halloween to połączenie balu przebierańców i prima aprillis. Przecież nikt nikogo nie gani za psoty 1 kwietnia. Przecież nikt nikogo nie wygania w karnawale z balu przebierańców jak jest czarownicą. To dlaczego to robić 31 października?
Nie wyprowadzając Pauli z Jej myślenia tak postanowiliśmy przeżyć ten dzień. W czwartek kupiłam w sh za 7 zł pelerynę w pajęczyny (na jej widok był szał w oczach Pauli, a w sumie to jest do dziś :-) ). Natapirowałam włosy. Powieki pomalowałam szarym cieniem, a usta niebieską kredką. Efekt baaardzo zadowolił małą czarownicę i w takim wydaniu wyruszyliśmy na zorganizowane przez
Fundację Lyada halloweenowe spotkanie w
Family Cafe. Było bardzo sympatycznie. Bez zbędnych komentarzy i opowiastek na temat tego dnia. Dzieci pomalowały balony robiąc im śmieszne miny, owinęły się nawzajem papierem toaletowym zamieniając się tym samym w mumie, zrobiły pająki z owłosionych drucików, zostały wymalowane na buziach, same przygotowały i zjadły tosty z potworkami wymalowanymi ketchupem. Tak nam minęło to nieświęto. Było gwarno i radośnie :-)




A święta to są 1 i 2 listopada. To te dni celebrujemy i przykładem pokazujemy co jest ważne. Żadne tłumaczenia i słowa nie zastąpią czynów. To w te dni nie idziemy do pracy i spędzamy je w gronie rodziny. Zamiast cosobotniej jajecznicy na śniadanie była sałatka, po śniadaniu obowiązkowa kawka i świąteczne ciacho. Potem wyjazd na mszę na cmentarz w Świdnicy. Spotkanie z moimi Rodzicami i Siostrą z rodziną. Obiad u Mamy. Wyjazd na cmentarz w Zielonej Górze. Rodzinne nawiedzanie grobów bliskich osób. Poznawanie rodzinnych korzeni i rozmowy o śmierci. Kolacja u Teściowej. W niedzielę wyjazd do Wolsztyna na grób dziadków Męża. Kawa u Chrzestnej A. Po powrocie msza święta.
Widać różnicę?