Weekendowa pogoda była iście wakacyjną, więc zamarzyła się nam (mnie i Pauli) plaża i morze...
Mąż w pracy, mieszkanie woła: "Ogarnij mnie!", papierkowa robota piętrzy się w szufladzie. W związku z powyższym, morze i plaża musiały pozostać jedynie w sferze marzeń :-(
No tośmy sobie pomarzyły - każda na swój sposób.
Ja przeglądając nasze nadmorskie, wakacyjne kadry.
Paula tworząc morski pejzaż.
Wspominać nasze tegoroczne wakacje można na dwa sposoby.
I Było kiepsko.
Paula już na drugi dzień po przyjeździe zaczęła gorączkować. Po czterech dniach nieustępującej gorączki i dwóch wizytach na pogotowiu padła diagnoza - angina. Antybiotyk w końskiej dawce zadziałał szybko, ale dziecię (tak jak przy gorączce) ciągle pod kloszem. O rowerach, lodach, późnych spacerach nie było mowy.
Nie dopisała także pogoda. Było zimno i bardzo wietrznie.
Kwatera brudna i dość daleko od promenady.
II Nie było najgorzej.
Paula już na drugi dzień po przyjeździe zaczęła gorączkować, nie uskarżając się na żaden ból. Matka, nie panikuje i Ibum aplikuje. Gorączka przechodzi na czas przewidziany w ulotce i po 5-6 godzinach pojawia się ponownie. Bez Ibumu ani rusz. Jednak nadal bez paniki. Przecież Ona czasami ma takie jednodniówki. Pewnie podróż i emocje wyjazdowe ją spowodowały. Jak syrop działa Paula funkcjonuje normalnie, więc zabieramy ze sobą syrop, ciepłe ubrania i wyruszamy na spacer. Na plaży rozkładamy parawan i chowamy za nim Dziecko. Pozwalamy nawet ściągnąć buty, bo żal nam serce ściska. Trzeci dzień pobytu i drugi gorączki już wzmaga naszą czujność. Jest święto, postanawiamy jechać na pogotowie. Pani doktor (bardzo sympatyczna) dokładnie osłuchała i przejrzała Paulę. Nic nie znalazła. A więc może ma pierwszy raz dziecięcą trzydniówkę. Tak! Trzymamy się tej wersji i za pozwoleniem lekarskim w czasie działania syropu korzystamy (jako tako oczywiście) z urlopu. Podajemy witaminę c, coby się coś ewentualnie nie wykluło. Czwartego dnia gorączki znowu udajemy się na pogotowie. Lekarz (także bardzo sympatyczny i dokładny) orzeka ostrą anginę. Jak to? Przecież Paula nie uskarża się na ból gardła i w ogóle na nic nie narzeka, i swoją niedyspozycję znosi bardzo dzielnie. Dostajemy antybiotyk w końskiej dawce, bo inny to już tutaj nie pomoże. Po pierwszej dawce widać efekty. Paula przestała gorączkować!!! Jest jednak chora, więc musimy ją chronić. O rowerach, lodach, późnych spacerach nie było mowy. Były za to wycieczki do Ahlbeck, Międzyzdrojów i Kamienia Pomorskiego.
Nie dopisała także pogoda. Było zimno i bardzo wietrznie, ale jak jest morze musi być i wiatr. Zresztą ja lubię nadmorskie powiewy, więc nic a nic mi nie przeszkadzały. No i w ciągu dnia nie padał deszcz. Tylko raz nas złapał na spacerze, dzięki czemu można było użyć płaszcze przeciwdeszczowe :-)
Kwatera brudna (stąd ta angina) i dość daleko od promenady. Paula jednak nauczona (przez Babcię) chodzenia dzielnie (pomimo osłabienia) maszerowała kilka razy dziennie tam i z powrotem :-)
Dwa razy mieliśmy gości! Wizyta nad morzem to zawsze okazja do spotkania się z naszym Przyjacielem mieszkającym w tamtych rejonach. Tym razem także nie obyło się bez wspólnie spędzonego dnia. Odwiedzili nas także moi Rodzice, którzy w połowie naszego urlopu rozpoczęli swój w Międzyzdrojach.
Trzymam się wersji drugiej :-)
niedziela, 7 września 2014
wtorek, 2 września 2014
Szkolnie...
No i się zaczęło! Szkoły przywitały tych "starych" i tych zupełnie nowych uczniów. Ja w tym roku mam okazję pracować z tą drugą grupą. Po wypuszczeniu "w świat" moich ukochanych trzecioklasistów nadszedł czas na kolejne pierwszaczki.
Za nami wspólne dwa dni. Jeden piękny i uroczysty i drugi taki całkiem powszedni. Dzieciaczki dały się już troszkę poznać i to z tej dobrej strony. Całkiem sympatyczne te maluchy i dobrze im z oczu patrzy :-)
Moje obawy, związane ze zbyt dużym przywiązaniem się do poprzedniej klasy (łącznie z rodzicami), okazały się na wyrost. Pierwsze dni szkoły nie zdominowała tęsknota za (już) czwartoklasistami, a radość z przebywania z całkiem nowymi uczniami.
Rodzice nowych uczniów już w ciągu tych dwóch dni wnieśli do życia naszej klasy dużo pozytywnej energii, więc wchodzę w nowy rok szkolny z wiarą i nadzieją, że przede mną kolejne piękne trzy lata.
Za nami wspólne dwa dni. Jeden piękny i uroczysty i drugi taki całkiem powszedni. Dzieciaczki dały się już troszkę poznać i to z tej dobrej strony. Całkiem sympatyczne te maluchy i dobrze im z oczu patrzy :-)
Moje obawy, związane ze zbyt dużym przywiązaniem się do poprzedniej klasy (łącznie z rodzicami), okazały się na wyrost. Pierwsze dni szkoły nie zdominowała tęsknota za (już) czwartoklasistami, a radość z przebywania z całkiem nowymi uczniami.
Rodzice nowych uczniów już w ciągu tych dwóch dni wnieśli do życia naszej klasy dużo pozytywnej energii, więc wchodzę w nowy rok szkolny z wiarą i nadzieją, że przede mną kolejne piękne trzy lata.
środa, 27 sierpnia 2014
Ice Bucket Challenge
Ice Bucket Challenge. Pewnie większości z Was akcja jest znana, ale gdyby ktoś nie wiedział "co autor miał na myśli" to pokrótce wyjaśnię.
Pewien amerykański gościu ma kolegę, który choruje na stwardnienie zanikowe boczne. Postanowił w związku z tym pomóc fundacji, która zajmuje się chorymi na to schorzenie ludźmi. Oblał się wiadrem wody i nominował do tego kolejne osoby. Jeżeli podejmą wyzwanie i także obleją się wodą muszą wpłacić na konto fundacji 10 dolarów, jeżeli natomiast "boją się wody" wpłacają stówkę :-) Akcja rozkręciła się na dobre i dotarła także do Europy, Polski, a nawet Zielonej Góry :-) Oblewają się zwykli zjadacze chleba, politycy, piosenkarze, sportowcy itd. Generalnie wszystkie grupy społeczne.
Akcja jak to akcja - ma swoich zwolenników i przeciwników. Zwolennicy najczęściej pomimo oblania się wodą i tak wpłacają stówkę na cele charytatywne. Przeciwnicy zarzucają akcji marnowanie wody i chwalenie się dobroczynnością.
A ja? W której jestem grupie? No cóż trudno to jednoznacznie określić. Ogólnie akcja mi się podoba, ale trudno nie zgodzić się z tym co sądzą o niej przeciwnicy.
Do wczoraj nie musiałam się zastanawiać co zrobiłabym w przypadku nominacji, ale w końcu padła ona i na moją osobę. No cóż... Wyzwanie podjęłam pomimo poczucia marnowania wody i bycia "chwalipiętą". Swój czyn tłumaczę odmówieniem sobie kąpieli w wannie, a wzięciem dzisiaj szybkiego prysznica w ramach wyrównania ilości zużytej przeze mnie wody. Zarzut drugi to pochwała swojej dobroczynności. Okej, tego nie mogę uniknąć. Podjęcie wyznania oznacza wpłatę na rzecz fundacji, więc wiadomo, że to uczyniłam. Nie napiszę jednak jaka kwota widniała na przelewie.
No to do dzieła! Rok temu charytatywnie pływałam w basenie w sukni ślubnej, a w tym roku wylewam na siebie miskę wody :-)
W akcjach przekazywanych sobie dalej jest jak z grą w "głuchy telefon" - zawsze ktoś coś przekręci. W tym przypadku też tak jest. Jak akcja doszła do mnie miała już troszkę inne zasady i ja się dostosowuję do nich i przekazuję w takiej formie dalej.
Szanowne osoby nominowane, oto zasady zabawy.
Podejmujesz wyzwanie - oblewasz się wodą, nagrywasz to i publikujesz w internecie (fb, you tube, blog), wpłacasz na konto wybranej przez siebie fundacji 10 zł. Masz na to 48 godzin.
Nie podejmujesz wyzwania - nie oblewasz się wodą i wpłacasz na konto wybranej przez siebie fundacji 100 zł. Masz na to 48 godzin.
Każdy z nas (jak pomysłodawca akcji) ma w swoim otoczeniu osoby potrzebujące. W związku z tym nie wskazuję na jaki cel macie przekazać swoje pieniądze. Same wiecie to najlepiej.
PS W moim wyzwaniu o wiele bardziej stresowało mnie wystąpienie przed kamerą niż oblanie się wodą :-) Ci co mnie znają wiedzą jak "kocham" wystąpienia publiczne :-)
PS 2 Dziękuję Ci Mężu za pomoc i montaż filmu :-)
Pewien amerykański gościu ma kolegę, który choruje na stwardnienie zanikowe boczne. Postanowił w związku z tym pomóc fundacji, która zajmuje się chorymi na to schorzenie ludźmi. Oblał się wiadrem wody i nominował do tego kolejne osoby. Jeżeli podejmą wyzwanie i także obleją się wodą muszą wpłacić na konto fundacji 10 dolarów, jeżeli natomiast "boją się wody" wpłacają stówkę :-) Akcja rozkręciła się na dobre i dotarła także do Europy, Polski, a nawet Zielonej Góry :-) Oblewają się zwykli zjadacze chleba, politycy, piosenkarze, sportowcy itd. Generalnie wszystkie grupy społeczne.
Akcja jak to akcja - ma swoich zwolenników i przeciwników. Zwolennicy najczęściej pomimo oblania się wodą i tak wpłacają stówkę na cele charytatywne. Przeciwnicy zarzucają akcji marnowanie wody i chwalenie się dobroczynnością.
A ja? W której jestem grupie? No cóż trudno to jednoznacznie określić. Ogólnie akcja mi się podoba, ale trudno nie zgodzić się z tym co sądzą o niej przeciwnicy.
Do wczoraj nie musiałam się zastanawiać co zrobiłabym w przypadku nominacji, ale w końcu padła ona i na moją osobę. No cóż... Wyzwanie podjęłam pomimo poczucia marnowania wody i bycia "chwalipiętą". Swój czyn tłumaczę odmówieniem sobie kąpieli w wannie, a wzięciem dzisiaj szybkiego prysznica w ramach wyrównania ilości zużytej przeze mnie wody. Zarzut drugi to pochwała swojej dobroczynności. Okej, tego nie mogę uniknąć. Podjęcie wyznania oznacza wpłatę na rzecz fundacji, więc wiadomo, że to uczyniłam. Nie napiszę jednak jaka kwota widniała na przelewie.
No to do dzieła! Rok temu charytatywnie pływałam w basenie w sukni ślubnej, a w tym roku wylewam na siebie miskę wody :-)
W akcjach przekazywanych sobie dalej jest jak z grą w "głuchy telefon" - zawsze ktoś coś przekręci. W tym przypadku też tak jest. Jak akcja doszła do mnie miała już troszkę inne zasady i ja się dostosowuję do nich i przekazuję w takiej formie dalej.
Szanowne osoby nominowane, oto zasady zabawy.
Podejmujesz wyzwanie - oblewasz się wodą, nagrywasz to i publikujesz w internecie (fb, you tube, blog), wpłacasz na konto wybranej przez siebie fundacji 10 zł. Masz na to 48 godzin.
Nie podejmujesz wyzwania - nie oblewasz się wodą i wpłacasz na konto wybranej przez siebie fundacji 100 zł. Masz na to 48 godzin.
Każdy z nas (jak pomysłodawca akcji) ma w swoim otoczeniu osoby potrzebujące. W związku z tym nie wskazuję na jaki cel macie przekazać swoje pieniądze. Same wiecie to najlepiej.
PS W moim wyzwaniu o wiele bardziej stresowało mnie wystąpienie przed kamerą niż oblanie się wodą :-) Ci co mnie znają wiedzą jak "kocham" wystąpienia publiczne :-)
PS 2 Dziękuję Ci Mężu za pomoc i montaż filmu :-)
poniedziałek, 11 sierpnia 2014
Niewakacyjnie...
Wielkie pakowanie i wielka wyprawa (tuż, tuż) przed nami :-) A do tej pory lato spędzaliśmy w mieście. Nudno? Nie!!! Atrakcji nie brakowało!
Działo się i trudno to wszystko opisać. To były bardzo aktywne wakacje. Pełne wrażeń, zabawy i dziecięcych uśmiechów. Lato rozpieszczało nas w tym roku swoimi smakami i zapachami. Braliśmy z tego całymi garściami.
Domowe zadania zaplanowane na te dwa miesiące nie zostały zrealizowane. No, ale jak: robić porządek w lekach i zdjęciach, decoupagować, wystawiać gratki z chatki na sprzedaż, sprzątać w kuchennych szafkach, jak za oknem przepiękne słońce i lato wzywa do zabawy? Wszystkie zaległości czekały na wakacje to poczekają sobie jeszcze na deszczowe jesienne wieczory. Nie powiem, że te wszystkie rzeczy nie wiszą mi tam gdzieś z tyłu głowy, ale nie żałuję, że tego nie zrobiłam. Na wszystko przyjdzie czas, a teraz był czas na spotkania, uściski i uśmiechy. Kiedyś powiedziałabym, że zmarnowałam całe dwa miesiące na leniuchowanie. Dzisiaj powiem, że wykorzystałam całe dwa miesiące na leniuchowanie :-)
Działo się i trudno to wszystko opisać. To były bardzo aktywne wakacje. Pełne wrażeń, zabawy i dziecięcych uśmiechów. Lato rozpieszczało nas w tym roku swoimi smakami i zapachami. Braliśmy z tego całymi garściami.
Tańce w deszczu :-)
Zabawy plastyczne na balkonie :-)
Wieczory gier planszowych :-)
Basenowe zabawy w ogrodzie Cioci...
...na działce Babci...
...i w Drzonkowie :-)
Poprzedszkolne spotkania z Kuzynką :-)
Spacery w deszczu :-)
Obiecany wakacyjny manikiur :-)
Kolacje na balkonie :-)
Zabawy w Parku Krasnala :-)
Lody, mnóstwo lodów :-)
Robienie lizaka w Krainie Słodkości :-)
Spacery po Bajkowej Zagrodzie :-)
Zajęcia w Letniej Czytelni z Plastysie :-)
Pichcenie :-)
Deptakowe spacery i koncerty :-)
poniedziałek, 4 sierpnia 2014
Powstańczo...
Piątek 1 sierpnia godz. 12:10 po przedszkolu
Ja: Paula, idziemy jeszcze do pasmanterii.
Paula: A po co?
J: Musimy kupić biało-czerwone wstążki.
P: A do czego one nam potrzebne?
J: Pamiętasz, że dzisiaj idziemy z Tatusiem na rowery?
P: Tak.
J: Będzie z nami jechało bardzo dużo ludzi i musimy mieć biało-czerwone wstążeczki i opaski na ręce, bo dzisiaj jest bardzo ważne święto.
P: A jakie?
J: Bo widzisz, 70 lat temu...
P: To dawno, nie?
J: Tak, Córciu, dawno. 70 lat temu do Warszawy...
P: To stolica Polski, mój Tatuś tam czasami pracuje!
J: Zgadza się. 70 lat temu do Warszawy przyszli ludzie, którzy chcieli zburzyć tam budynki, domy, place zabaw. Ludzie, którzy tam mieszkali nie chcieli się na to zgodzić. Wyszli z domów i bronili ich, aby ich nie zniszczono. Byli bardzo odważni i my jesteśmy z nich dumni. Pojedziemy na rowerach wraz z innymi ludźmi, aby im oddać hołd.
P: To byli bohaterowie!!!
I niech mi ktoś powie, że 4-latka nie może być mądrzejsza od niejednego dorosłego.
Fot. ZielonaNews
Ja: Paula, idziemy jeszcze do pasmanterii.
Paula: A po co?
J: Musimy kupić biało-czerwone wstążki.
P: A do czego one nam potrzebne?
J: Pamiętasz, że dzisiaj idziemy z Tatusiem na rowery?
P: Tak.
J: Będzie z nami jechało bardzo dużo ludzi i musimy mieć biało-czerwone wstążeczki i opaski na ręce, bo dzisiaj jest bardzo ważne święto.
P: A jakie?
J: Bo widzisz, 70 lat temu...
P: To dawno, nie?
J: Tak, Córciu, dawno. 70 lat temu do Warszawy...
P: To stolica Polski, mój Tatuś tam czasami pracuje!
J: Zgadza się. 70 lat temu do Warszawy przyszli ludzie, którzy chcieli zburzyć tam budynki, domy, place zabaw. Ludzie, którzy tam mieszkali nie chcieli się na to zgodzić. Wyszli z domów i bronili ich, aby ich nie zniszczono. Byli bardzo odważni i my jesteśmy z nich dumni. Pojedziemy na rowerach wraz z innymi ludźmi, aby im oddać hołd.
P: To byli bohaterowie!!!
I niech mi ktoś powie, że 4-latka nie może być mądrzejsza od niejednego dorosłego.
Fot. ZielonaNews
Krótkie nagranie przejazdu do zobaczenia tutaj
Powstańczą Masę Krytyczną z okazji 70-tej rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego zorganizowało Stowarzyszenie Rowerem Do Przodu
Subskrybuj:
Posty (Atom)













